3 Obserwatorzy
1 Obserwuję
ksanthippe

Na pohybel!

Krytykuję i narzekam, czego łatwo domyślić się po nicku. Nie znoszę zmarnowanych pomysłów i głupich książek. Naptól vagyok, Holdtól vagyok, Keresztanyám a csillagok!

Teraz czytam

Imperium grecko-rzymskie
Paul Veyne
Tylko Beatrycze
Teodor Parnicki
Imperia i barbarzyńcy
Peter Heather
Troja Północy
Zofia Kossak-Szczucka

Nowa baśń. Cz. 1, Robotnicy wezwani o jedenastej

Nowa baśń. Cz. 1, Robotnicy wezwani o jedenastej - Teodor Parnicki Twórczość Parnickiego nazywano „literaturą paranoickoidalną” – i trzeba mieć to na uwadze. W porównaniu do „Srebrnych orłów” (które wypada przeczytać przed podejściem do „Nowej baśni” ze względu na kontynuację kilku wątków) nie mamy już do czynienia z klasyczną powieścią historyczną, ale raczej – historiozoficzną. Nie jest to propozycja dla szerokiego grona odbiorców – z wielu powodów. (Skojarzenie – w pewnym sensie tylko odległe – każe mi dodać, że dziś podobnym twórcą jest Dukaj). Jako pierwszy wymienię specyficzny styl autora: długie, dość zawiłe zdania, z licznymi wtrąceniami i przestawieniami szyku – wszystkie przy tym o pięknym rytmie, na jaki pozwala tylko maestria językowa. Po drugie – fabuła osadzona została w XI wieku i trzeba się w nim przynajmniej nieźle orientować, aby się zanadto nie pogubić. Do wydania dołączono notki o postaciach historycznych i legendarnych oraz – pokaźnych rozmiarów – tabelkę z wydarzeniami, o których w treści mowa (oba dodatki autorstwa Antoniny Jelicz, historyk literatury). Są pomocne, ale bardziej jako „ściągawka”. I nie koniec na tym. Poza historiozofią bardziej niż historią – albo nierozłącznie z tą historiozofią – występuje mit czy też tytułowa baśń. Skoro nie posiadamy własnej pamięci o minionych wydarzeniach, a na podstawie subiektywnych relacji, plotek, listów (przypisywanie im niezawodnej zgodności z prawdą to wręcz „prostactwo umysłowe”) można budować tylko teorie, które wcale z prawdą zgadzać się nie muszą – to i historia nie może być niczym więcej, jak opowieścią z ogromem niewiadomych i zbiorem potencjalnych, nierzadko sprzecznych wersji wypadków ("Ludzka prawda, wszelka możliwa prawda ludzka, jest to – wiecie co? Oto ni mniej, ni więcej jak tylko argument tak przemyślnie skonstruowany, iż nie sposób, by ktoś – ktokolwiek bądź – zdołał go zbić"). Postacie mają nie tylko niepewne genealogie, ale i kilka twarzy, wręcz wcieleń. Gdyby ktoś próbował odczytywać treść bez mitycznego filtra, uznałby ją pewnie za niemały bełkot. Podtytuł pierwszej części „Nowej baśni” – „Robotnicy wezwani o jedenastej” – nawiązuje do biblijnej przypowieści, bo i mowa w największej chyba mierze o ludach, do jakich chrześcijaństwo dotarło „późno” (jeśli w ogóle), w tym rzecz jasna o państwie polskim. Chrześcijaństwa wersji kilka: rzymskie, greckie – i słowiańskie, a i kultur w powieści mrowie: Bizancjum, Ruś, Chazarowie, Żydzi, Brytania, Irlandia, Islandia – oraz… Toltekowie. Wszystko przeplatane mitem celtyckim, napomknięciami też o Graalu, greckim podaniem o Atlantydzie-Przeciwziemi; jest i Hamlet. Chapeau bas za połączenie tego w całość. Ważne pytanie: czy wobec takiej mnogości ludów oraz specyfiki różnych kultur chrześcijaństwo może pełnić rolę ponadnarodowego ogniwa i stać się religią powszechną, wolną od narodowych interesów, obecną na całym świecie? A jeśli historia w pewnym sensie kołem (buntem) się toczy – to jaką rolę dzięki temu pełnić może w niej duchowieństwo? (I co jest celem, a co środkiem do celu: władza czy mądrość?) Parnicki odpowiada ciekawie, choć – niejednoznacznie. Jednoznacznie się przecież nie da, ku pokrzepieniu mózgów. ;-)