3 Obserwatorzy
1 Obserwuję
ksanthippe

Na pohybel!

Krytykuję i narzekam, czego łatwo domyślić się po nicku. Nie znoszę zmarnowanych pomysłów i głupich książek. Naptól vagyok, Holdtól vagyok, Keresztanyám a csillagok!

Teraz czytam

Imperium grecko-rzymskie
Paul Veyne
Tylko Beatrycze
Teodor Parnicki
Imperia i barbarzyńcy
Peter Heather
Troja Północy
Zofia Kossak-Szczucka

Bezprym. Pierworodny syn pierwszego króla Polski. 986 – zima/wiosna 1032

Bezprym. Pierworodny syn pierwszego króla Polski. 986 – zima/wiosna 1032 - Błażej Śliwiński Jeśli ktoś nigdy nie słyszał o Bezprymie – albo i słyszał, ale nieszczególnie orientuje się w historii państwa polskiego z początku XI wieku – nie będzie to raczej książka, po którą dobrze z ciekawości sięgnąć. Nie jest to praca popularnonaukowa, chociaż autor pisze stylem (jak na historyka) przyjaznym i przytacza dotychczasowe (skąpe) poglądy odnośnie życia Bezpryma – gąszcz nazwisk historyków, obalane przez różne szczegóły hipotezy obecne w historiografii, czy przypisy nieczęsto i na trzy czwarte strony powinny „zwykłych” czytelników przynajmniej zniechęcić. Ci, którzy o Bezprymie słyszeli, wiedzą też zapewne, że na dobrą sprawę niewiele można o nim stwierdzić ponad to, że istniał. Przede wszystkim doskonale wie to autor, o czym mowa i w samym opisie książki, nowa hipoteza siłą rzeczy staje się więc w dużej mierze domysłem budowanym na przesłankach, czyli niczym dziwnym dla historii tak wczesnego etapu państwa polskiego – tylko z pomocą wehikułu czasu można by rozwikłać większość zagadek. Książka ma być ożywieniem kwestii Bezpryma w historiografii, jej celem jest wzbudzenie dyskusji z hipotezą autora – i jestem bardzo ciekawa, czy ta dyskusja zostanie podjęta, a jeśli tak, to jaki będzie jej przebieg. W zasadzie mam spory problem z oceną tej pracy: z jednej strony dostajemy rzetelną kwerendę, wywód oparty na bogatej i różnorodnej bibliografii, logiczne zbijanie argumentów przyjętych w historiografii niemalże za pewnik (przede wszystkim ten kluczowy – że Bezprym już od dzieciństwa był takim potworem, że to ze względu na okrucieństwo charakteru Chrobry postanowił przekazać władzę drugiemu synowi; bardzo podoba mi się też pokazanie ewolucji poglądów prof. Labudy…), a z drugiej – fantazję, na kanwie której można by napisać prędzej niezłą powieść niż pracę naukową. Cóż, z pustego i Salomon nie naleje, ale… Autor przedstawia swoją wizję odnośnie tożsamości matki Bezpryma, jego dziejów za życia Chrobrego i powodu odsunięcia pierworodnego od dziedziczenia, wreszcie: różnych aspektów konfliktu z Mieszkiem II oraz lat 1030-1032. Ta ostatnia część jest zdecydowanie najlepsza, broni się też epizod ze św. Romualdem i eremitami, ale że lubię się czepiać, to krótko o pierwszych dwóch. Aby wskazać konkretną osobę na matkę Bezpryma, wiedząc jedynie tyle, że była Węgierką, nieźle trzeba się nagimnastykować. Autor postanowił na cel obrać jedną z dwóch istniejących imiennie w źródłach z mniej-więcej odpowiedniego czasu i poszukać takich przesłanek, wedle których byłby to strzał prawdopodobny. Oczywiście w tekście najpierw dostajemy przesłanki, a potem imię, ale co było pierwsze - nie stanowi raczej wątpliwości. Niestety, kandydatka byłaby (mniej-więcej) o pokolenie starsza niż powinna, a dodatkowe kwestie nazewnictwa węgierskiego, które pełnią przy dowodzeniu rolę pomocniczą, są naciągane (tak sobie stwierdzam, bo posiadam niezwykle życiowo przydatną znajomość gramatyki historycznej języka węgierskiego oraz madziarskiej toponomastyki). Nie napiszę wprost, co według autora stało się przyczyną odsunięcia Bezpryma od dziedziczenia, bo nie chcę psuć innym ewentualnej przyjemności z czytania. Co istotne: może tak było, może tak nie było – poczekajmy na wehikuł czasu – ale argumentacja nie ma możliwości się wybronić. To zresztą mój ulubiony sposób dowodzenia u mediewistów: mam tezę, więc podeprę się takimi źródłami, które choćby mgliście dają mi szansę jej dowieść, a resztę uznam za niewiarygodne z różnych względów (a nawet i resztę wykorzystanego źródła poza tą jedną potrzebną mi wzmianką za takie uznam). I tak: współczesny hipotetycznemu wydarzeniu Thietmar milczy na ten temat? widocznie miał powody, by milczeć, a tych już dzisiaj nie docieczemy. Gall wspomina o tym, ale przypisuje innej, żyjącej wtedy, co i Bezprym, osobie? widocznie coś wiedział, ale pomieszało się po tylu latach tradycji ustnej – takie mieszanie zdarzało się przecież Kosmasowi. Że późniejszy od Galla Kadłubek zapisał inną tradycję ustną dotyczącą tego samego okresu, która okazała się mieć potwierdzenie w starszych źródłach niemieckich, a choćby echa hipotetycznego wydarzenia nie ma śladu? Hmmm… Że późniejsze zachowanie Chrobrego zdaje się nie pasować do hipotetycznej wersji wypadków? widocznie zmienił zdanie… No dobrze, wszystko da się zanegować, i to negowanie bez wskazania własnej wersji jest najłatwiejsze, o tym też i autor wspomina. Ale pewne granice naciągania naprawdę powinny istnieć. Być może nieco zawyżam ocenę, ale w porównaniu do takiego „Mieszka Pierwszego Tajemniczego” Urbańczyka to różnica wielu poziomów, przede wszystkim w tonie prowadzenia wywodu i powoływania się na inne prace. Poza tym książka dostarcza materiału do ciekawych przemyśleń i może przełamać faktycznie niejako „skażone” postrzeganie Bezpryma w historiografii.