3 Obserwatorzy
1 Obserwuję
ksanthippe

Na pohybel!

Krytykuję i narzekam, czego łatwo domyślić się po nicku. Nie znoszę zmarnowanych pomysłów i głupich książek. Naptól vagyok, Holdtól vagyok, Keresztanyám a csillagok!

Teraz czytam

Imperium grecko-rzymskie
Paul Veyne
Tylko Beatrycze
Teodor Parnicki
Imperia i barbarzyńcy
Peter Heather
Troja Północy
Zofia Kossak-Szczucka

Gra w kości

Gra w kości - Elżbieta Cherezińska Książka nawet nie tyle słaba pod względem tła historycznego, co niebezpieczna. Napisana wedle wizji prof. Urbańczyka - archeologa, znanego z, mówiąc oględnie, oderwanych od faktografii teorii, mocno kontrowersyjnego w środowisku historycznym. Powstaje obawa, że czytelnicy mogą powziąć za prawomocne zaprezentowane tutaj poglądy i bajania - mało kto sięgnie raczej pod jej wpływem do prac naukowych, aby skonfrontować różne punkty widzenia. Przynajmniej autorka przyznaje na wstępie, że inspirowała się tylko i wyłącznie jedną pracą, a w zasadzie pisała to razem z wyżej wymienionym… W tekście widać bardzo mocno, że korzystała z podpowiedzi "fachowca", a sama z pracami czy źródłami zaznajomiona nie jest (jak ktoś w innej opinii napisał - większość tekstu przypomina metodę kopiuj-wklej, gdzie jedyną zmianą jest zmiana języka naukowego na okropnie kolokwialny). Elżbieta Cherezińska jest teatrologiem i to również widać bardzo mocno - są w powieści ładne rekwizyty i dekoracje, a postacie to aktorzy. Niestety źle odgrywają swoje role, prowadzeni przez kiepskiego w takiej tematyce reżysera. Bolesław Chrobry miał wyjść na wielkiego męża stanu, z każdej strony obsypuje się go pochwalnymi epitetami - tymczasem wyszedł na parodię władcy. Próba przedstawienia wewnętrznych przeżyć człowieka tamtych czasów sprowadzona została do postrzegania stereotypowego i powierzchownego. Prowadzone dialogi odsłaniają czytelnikom meandry polityki (metoda kopiuj-wklej), jednak z punktu widzenia postaci te dialogi nie mają najczęściej żadnych podstaw do zaistnienia - dla nich są to sprawy jasne i oczywiste. Jest to zresztą problem stały w prozie Cherezińskiej. Ponadto kwestia Słowian połabskich, a szczególnie plemion wieleckich została spłycona tak, że bardziej już się nie dało. Perspektywa jedynie wrogich, zachodnich źródeł; skupienie wyłącznie na aspekcie religijnym. W zasadzie nie powinnam się dziwić - powieść przesiąknięta jest gloryfikacją idei zjednoczenia Europy pod egidą chrześcijaństwa oraz pochwałą dla wizjonera - Ottona III. Bawi jednak setnie wizja pokojowego wprowadzenia nowej religii na ziemie polskie; nie istnieje opór, a jedynie wzmianki o tym, że lud jeszcze się nie modli do Chrystusa… Przemyślenia Bolesława o jednoczącej sile chrześcijaństwa, której nie miało pogaństwo, są powtórzeniem śmiesznego przekonania, jakoby taką myślą kierował się Mieszko godząc się na chrzest. Z pewnością! Nic tak nie jednoczy ludu jak narzucenie nowych obyczajów - oto preludium reakcji pogańskich i obalania władców. ;-) Warto też wspomnieć, że musiały zaistnieć podteksty homoerotyczne: papież (sic!) czuje pociąg do Ottona III, a Otton III z kolei pożąda Bolesława podczas mszy w kościele. Matko jedyna! Poza tym reakcja Chrobrego na wieść o śmierci Ottona kojarzy się ze słynnym popkulturowym "noooo!!!" w wykonaniu Dartha Vadera - popaść można w stupor, czy to poważna powieść, czy jednak groteska. Podsumowując: naprawdę byłaby to książka słaba z przechyłem ku śmiesznej, gdyby nie fakt, że rozpowszechnia nieudolnie takie bzdury. DOPISEK(po przeczytaniu "Srebrnych Orłów" Teodora Parnickiego): Jeśli ktoś nie zna - co wielce dziś prawdopodobne - wspomnianej powieści, proponuję się zapoznać. Dopiero zestawiając je obie, widać, jak żenującym wytworem jest książka autorki. Szczególnie pod względem psychologii postaci oraz budowy tła historycznego. Jeśli dobrze pamiętam treść "Gry w kości" - wiele scen wskazuje na to, że autorka w pewien sposób inspirowała się wizją Parnickiego odnośnie Ottona III i momentów rozgrywających się w Rzymie - w sposób tak nieudolny i powierzchowny, że brak słów komentarza. Nie powinno się pisać i wydawać takich książek, a o naprawdę świetnych zapominać. Cóż, pewnie to odsłona prawa Kopernika - pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy...