3 Obserwatorzy
1 Obserwuję
ksanthippe

Na pohybel!

Krytykuję i narzekam, czego łatwo domyślić się po nicku. Nie znoszę zmarnowanych pomysłów i głupich książek. Naptól vagyok, Holdtól vagyok, Keresztanyám a csillagok!

Teraz czytam

Imperium grecko-rzymskie
Paul Veyne
Tylko Beatrycze
Teodor Parnicki
Imperia i barbarzyńcy
Peter Heather
Troja Północy
Zofia Kossak-Szczucka

Miłość dobrej kobiety

Miłość dobrej kobiety - Alice Munro Alice Munro – ubiegłoroczna Noblistka, wychwalana za opowiadania „o kobietach, które muszą sobie radzić z niejednoznacznością własnych uczuć, z wewnętrznymi konfliktami, z rozdźwiękiem między tym, czego chcą, a tym, co muszą” (cytat z okładki). I dalej: „Miłość kobiet przyjmuje rozmaite formy (…) – Munro pokazuje je wszystkie z niezwykłą wnikliwością, odsłaniając siłę emocji oraz głębię i zawiłość zwyczajnego życia”. Otóż – nie. Po lekturze pozostał mi tylko niesmak; jako kobieta czuję się obrażona, jako czytelnik – oszukana. Nie odmówię sobie zatem przyjemności napisania pierwszej naprawdę niepochlebnej opinii. Opowiadań zmęczyłam całe osiem, wszystkie z tomiku, chociaż już po drugim kusiło mnie, by dać sobie spokój – niestety, nie poddałam się, licząc, że może, może coś mnie olśni. Pomijając na razie treść, styl autorki (albo raczej: tłumaczenia, wszak nie zapoznałam się z oryginałem) jest pozbawiony wszelkiej emocji, niezwykle bezosobowy, wręcz relacyjny, nastawiony głównie na naturalizm, a w dodatku – przeraźliwie nudny. Nie sprzyja to ukazaniu jakichkolwiek konfliktów wewnętrznych czy choćby wyrywkowej psychologii postaci, zatem krytycy jak zwykle posuwają się w nadinterpretacji niezwykle daleko. W każdym opowiadaniu na czoło wysuwają się kobiety – tyle zgodności z opisami i pochwałami. Odnośnie treści pozwolę sobie zdać relację: 1. „Miłość dobrej kobiety”: pielęgniarka postanawia kryć (domniemanego) mordercę, by zostać jego drugą żoną, choć kiedyś gardziła nim i publicznie się z niego wyśmiewała – nie chce pozostawać jednak ciągle starą panną. Głębia emocji sprowadza się więc do niepojętej chuci bądź chcicy macicy, a przy tym całkowitego oportunizmu. 2. „Dżakarta”: podczas pobytu w hipisowskiej komunie, opartej na luźnych związkach seksualnych, kobieta porzuca męża, ponieważ odkrywa, że wolnością jest wyzwolenie seksualne. Chuć vel chcica macicy podejście drugie, niesłychana głębia i zawiłość. 3. „Cortes Island”: życie młodej mężatki, niespełnionej pisarki, sprowadza się do opisów radości z seksu oraz prób podjęcia pracy w bibliotece, bo na niczym innym poza książkami się nie zna. Punktem przełomowym jest odkrycie, że pragnie barbarzyńskiego seksu z tymczasowym podopiecznym, sąsiadem po udarze. Tyle emocji – chuć po raz trzeci. 4. „Żniwiarze”: starsza kobieta, babcia już (jest matką córki spłodzonej w wyniku przypadkowego seksu), podnieca się zapachem spermy w melinie oraz potencjalnym lesbijskim seksem z – pardon my French – dziwką, którą ocaliła od zbiorowych gwałtów. 5. „Dzieci zostają”: aktoreczka występująca w nowoczesnej, „lewackiej” sztuce, od pierwszego wejrzenia zapada na – niespodzianka? – chcicę macicy wobec młodszego o rok reżysera, zatem regularnie zdradza męża, po czym – z pełną świadomością, że poza seksem nic ją z kochankiem nie łączy, a wręcz nie ma o nim elementarnego pojęcia – porzuca małżonka. Dopiero następnego dnia orientuje się, że porzuciła również dzieci. Jakaż ewolucja wymowy: chuć przysłania nawet macierzyństwo! 6. „Kurewski majątek”: opowiada o rozkwitającej seksualnie nastolatce, której matka żyje w pseudo-komunie, a także, oczywiście, w dziwacznym seksualnym związku – dawniej porzuciła męża i dziecię z powodu… niemożliwe! – chcicy macicy. 7. „Przed zmianą” – czyli najlepsze z opowiadań: kobieta po dylemacie dokonania aborcji pomaga dokonywać aborcji przez ojca-lekarza. Zostajemy uraczeni naturalistycznym opisem łyżeczkowania. W opowiadaniu tym kryje się potencjał, na całkowitym marginesie – ukazanie hipokryzji partnera, który – ucząc moralności przyszłych kleryków – sam namawia do aborcji. Wątek nie został rozwinięty, ale i tak jestem zaskoczona, że w opowiadaniu brakuje wyraźnie zarysowanej chcicy macicy. 8. „Sen mojej matki” – czyli kuriozum: z perspektywy dziecka, wręcz niemowlaka, opisane zostały odczucia matki… podczas seksu. Opowiadanie dotyczy wielu aspektów początków macierzyństwa, a pod koniec prezentuje niezwykłe stwierdzenie odnośnie kobiecości: niemowlę stało się kobietą, gdy „wybrałam przeżycie, a nie zwycięstwo - zaakceptowałam swoją kobiecą naturę”. Być może wedle pani Munro nie jestem kobietą, ale nie akceptuję takiego obrazu kobiet, jaki nam wciska. Przede wszystkim oburza mnie, jak zwykłą chuć, brak charakteru i podporządkowanie najniższym instynktom nazwać można głębią emocji, odcieniem miłości, czy wewnętrznym konfliktem. Jeśli to miała być nagana pewnych postaw, w co zupełnie nie wierzę, bo dostrzegam nawet ich gloryfikację – dlaczego brak tutaj zróżnicowania i ukazania sylwetek kobiet, kierujących się w życiu innym kompasem? Dlaczego promuje się i nagradza taką zgniliznę moralną? Jedno w każdym razie z tej lektury wyniosłam: utwierdzenie w przekonaniu, że książki nagradzane, autorzy komplementowani – nie są warci złamanego grosza, a najlepiej omijać ich szerokim łukiem. Fuj.