3 Obserwatorzy
1 Obserwuję
ksanthippe

Na pohybel!

Krytykuję i narzekam, czego łatwo domyślić się po nicku. Nie znoszę zmarnowanych pomysłów i głupich książek. Naptól vagyok, Holdtól vagyok, Keresztanyám a csillagok!

Teraz czytam

Imperium grecko-rzymskie
Paul Veyne
Tylko Beatrycze
Teodor Parnicki
Imperia i barbarzyńcy
Peter Heather
Troja Północy
Zofia Kossak-Szczucka

Srebrne orły

Srebrne orły - Teodor Parnicki Rewelacja, tak się pisze powieści historyczne! Szkoda, że obecnie już podobne się nie pojawiają (zarówno pod względem językowym, jak i konstrukcji fabularnej, erudycji autora), a o tej praktycznie zapomniano; marzy mi się piękne wydanie na półce, a wznowień brak. W zasadzie nie oceniam książek na dziesięć gwiazdek, ale w tym wypadku inaczej nie można - mimo że widzę parę niedopatrzeń, to nie są na tyle znaczące dla całości, by się czepiać. I warto też wspomnieć, że powieść napisano w Jerozolimie w 1943 roku, po opuszczeniu ZSRR wraz z armią Andersa… Trochę wprowadziłam się w błąd, sięgając po tę książkę - myślałam, że dotyczy czasów Mieszka II, a choć pojawia się on w treści, to jeszcze nie jako władca. Akcja zaczyna się za panowania Chrobrego, w 1014 roku, ale fabuła rozciąga się znacznie przez liczne retrospekcje - po rozdziale pierwszym do punktu wyjścia wracamy dopiero w dwunastym - i młode państwo polskie pokazuje głównie z perspektywy zewnętrznej, europejskiej. Rzeczywistość ukazana jest oczami Arona, irlandzkiego mnicha, późniejszego opata tynieckiego (to największy anachronizm powieści, ale - jak wyżej - bez znaczenia dla całości utworu) - człowieka uczonego, ale i niezmiernie naiwnego, podatnego na manipulację, bez rozeznania w polityce. Razem z nim zbieramy strzępki informacji, które układają się w całość dopiero pod koniec powieści i wiele wywracają do góry nogami... a zakończenie to majstersztyk (ech, te podstępne kobiety!). Większość wydarzeń rozgrywa się w Rzymie i dotyczy - między innymi - idei wskrzeszenia cesarstwa rzymskiego przez Niemców (walka Ottona III o przejęcie kontroli nad Rzymem Krescencjuszów), kwestii władzy cesarskiej a papieskiej (świetne kreacje postaci: pierwszego niemieckiego papieża, Grzegorza V, oraz Sylwestra II, mentora Ottona), relacji słowiańsko-niemieckich, a we wszystko niezwykle ciekawie wplata się wątek polski (co zamierzał Otton wobec Chrobrego, jak przyrodni bracia Chrobrego próbowali odzyskać swoje dziedzictwo) - poprowadzony w domysłach dość odważnie, ale spójnie i konsekwentnie. Wizja historii jest tutaj mocno personalna - to konkretni ludzie wpływają na bieg dziejów, a nawet więcej: drobne, pozornie nic nie znaczące chwile z życia tychże ludzi wpływają na ich decyzje; w zasadzie wstępem do wejścia w świat wielkiej polityki jest fascynacja jednego z bohaterów kobietą, która znajduje się w centrum wydarzeń. Jeśli chodzi o kreację postaci, to wyróżniłabym Ottona III. Początkowo zdaje się przesadnie rozchwianym emocjonalnie nastolatkiem, ale z każdym kolejnym rozdziałem (czy nawet - sceną), lepszym poznawaniem go przez Arona, nabiera psychologicznej głębi - i jak solidnie nie przepadam za nim, ani za fiksacją na idei odrodzenia Imperium Romanum, tak naprawdę zrobiło mi się tego powieściowego potwornie żal. W dodatku pobudki jego działań, dążenie do uniwersalnego cesarstwa, dostały naprawdę godne uwagi, zwyczajnie ludzkie uzasadnienie… Realia powieściowe nie ograniczają się do Rzymu, cesarstwa niemieckiego, państwa polskiego - panorama świata przełomu X i XI wieku odmalowana jest naprawdę szeroko i dogłębnie. Greckie Bizancjum, Ruś kijowska, Skandynawia, Wyspy Brytyjskie, muzułmańska Hiszpania - wszystko zostało misternie przemyślane i powiązane ze sobą. Wieloaspektowość fabuły - poza wspomnianym już m.in. wątkiem cesarstwa uniwersalnego i miejsca w nim „Polski” - mieści w sobie też np. ukazanie arabskiej wyższości kulturowej (naukowej) w tamtym czasie, czy krytykę łaciny na rzecz piękna greki… Tak pisząc, mam wrażenie, że okropnie spłycam. Co mi lekko przeszkadzało, to (chwilowo nieco tylko zachwiane) przekonanie Arona o wspaniałości chrześcijaństwa i traktowanie Słowian jako tych ciemnych, krnąbrnych barbarzyńców - ale skoro taka postać relacjonuje wydarzenia, to cóż zrobić; przekonania dopasowane, a nie nachalne narzucanie poglądów czytelnikowi. I nie jest to tylko doskonale przedstawiona wizja świata tamtych czasów - to też spostrzeżenia uniwersalne odnośnie historii. Dla przykładu: o tym, że znając tylko jej wycinek bez kontekstu - czy odwrotnie: bieg ogólny, bez pochylenia się nad konkretem - na dobrą sprawę nie można nic pewnego stwierdzić. Albo (na temat kronikarza Thietmara, w powieści jako Dytmar), że moc kronikarskiego słowa jest potężniejsza od czynów ludzkich, bo tę zapisaną, zazwyczaj przekłamaną wersję wypadków poznają ludzie w przyszłych wiekach - a nie prawdę. I krótki cytat, bo nie mogę się powstrzymać: „Dziś Imperium Rzymskie toż to samo, co niemieckie królestwo; (…) pod zasłoną imienia tego [Niemcy] swoją, swego szczepu potęgę pomnażają. Aby inne szczepy łatwiej im ulegały, mamią je pięknymi słowami o jedności i równości ludów wszystkich w łonie Imperium różnoplemiennego”. Jak gdyby nadal niebezpiecznie aktualne… Natykam się na opinie, że to powieść trudna i wymagająca - cóż, nie ma tutaj archaizacji ani zauważalnej stylizacji językowej, więc chyba tylko potrzeba większego niż w przypadku dzisiejszych czytadeł skupienia nad tekstem może sprawiać problemy. A jeśli ktoś liczy na akcję jak w filmach sensacyjnych, hektolitry krwi i innych płynów, to niech po tę powieść nie sięga. Parnicki pisał „ku pokrzepieniu mózgów” - ja się czuję pokrzepiona, tylko nieco mi smutno, że obecnie jakby zakłada się, że czytelnik nie ma takich wymagań, które powinny być normą.